2012-07-26 20:59
 Oceń wpis
   

Niedawno miniony okres obfitował w ustawowo wydawane opinie regionalnych izb obrachunkowych w zakresie wykonania budżetów jednostek samorządu terytorialnego za rok 2011, niezbędnych w corocznej procedurze absolutoryjnej. Szczególnie czułym, zważywszy na stan długu publicznego naszego kraju, jest zagadnienie deficytu i zadłużenia samorządów. W tym zakresie kluczowe są podstawy naliczenia wskaźnika zadłużenia danej jednostki, warunkujące w konsekwencji spełnieniem wymogów zapisanych w art. 170 wciąż w tej części obowiązującej ustawy z dnia 30 czerwca 2005 r. o finansach publicznych. Przepis ten ustanawiający 60%-owy próg zobowiązań względem dochodów, w obecnym stanie gospodarki traktowany jest przez regionalne izby niejako z „przymrużeniem oka” z uwagi na to, iż de facto brak jest prawnie zapisanych sankcji w przypadku jego złamania. Niedługo zresztą zaczną obowiązywać nowe reguły reglamentacji zadłużenia. „Sed lex”.

Inna rzecz budzi jednak kontrowersje, a mianowicie fakt zaniżania zobowiązań finansowych jednostek samorządu terytorialnego, bedących podstawą naliczenia powyższego wskaźnika, wynikający wprost z wadliwie skonstruowanych sprawozdań Rb-Z o stanie zobowiązań według tytułów dłużnych oraz poręczeń i gwarancji. Posłużę się przykładem opinii szczecińskiej Izby, cyt:

[Na podstawie sprawozdania Rb-Z o stanie zobowiązań według tytułów dłużnych oraz poręczeń i gwarancji wg stanu na koniec IV kwartału 2011 r. ustalono, że kwota długu na koniec 2011 r. wyniosła 16.516.633,60 zł, co stanowi 88,2% wykonanych dochodów (w 2010 r. - 106,0%). Po wyłączeniu z kwoty długu zobowiązań w wysokości 4.719.976,99 zł, zaciągniętych na finansowanie zadań realizowanych z udziałem środków pochodzących z Unii Europejskiej, relacja zadłużenia do wykonanych dochodów wyniosła 63,0% (w 2010 r. - 74,6%). Tym samym naruszony został obowiązujący do 2013 r. limit długu publicznego jst wynikający z przepisów art. 170 ustawy z dnia 30 czerwca 2005 r. o finansach publicznych.]

kontrowersyjny fragment opinii RIO

W podkreślonym fragmencie cytatu nie byłoby niczego zastanawiającego (spornego), gdyby z budowy i zasad weryfikacji sprawozdań Rb nie wynikała konieczność ciągnienia tam wykazywanych zobowiązań raz pobranych w związku z finansowaniem zadań realizowanych z udziałem środków pochodzących z Unii Europejskiej, aż do momentu ich całkowitej spłaty, pomimo zakończenia i rozliczenia rzeczonych zadań. Taka prezentacja długu stanowi sprzeczność z przepisami zarówno starej ustawy o finansach publicznych (art. 170 ust. 4) jak i art. 243 ust. 3 ustawy z dnia 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych (możliwość wyłączania długu „unijnego” w terminie nie dłuższym niż 90 dni po zakończeniu programu i otrzymaniu refundacji).

Krótko ujmując, odnosząc się do cytowanego fragmentu opinii szczecińskiej Izby, na kwotę zobowiązań 4.719.976,99 zł na pewno składają się zobowiązania związane z dawno już rozliczonymi zadaniami „unijnymi”, zaś realny wskaźnik zadłużenia stanowi na pewno wartość wyższą niż 63,0%. Taka jest specyfika obecnie obowiązującej sprawozdawczości budżetowej. Wpływa ona jednak na zafałszowanie wysokości zobowiązań wchodzących w podstawę naliczenia ustawowego limitu zadłużenia samorządu.

W związku z powyższym powtórzę opinię głoszoną przez autora niniejszego publikatora od kilku lat, że właściwie nie istnieje w tej chwili miarodajna metoda prezentacji długu jednostek samorządu terytorialnego w Polsce.

Tagi: dług samorządów, sprawozdawczość budżetowa, Rb-Z


2012-07-24 20:45
 Oceń wpis
   

Kilka słów komentarza na temat obligatoryjnej wpłaty na zwiększenie subwencji ogólnej, czyli tak zwanego, przez wszystkich wokół zohydzanego - „janosikowego”, a w przenośni podatku od wzbogacenia dla samorządów...

Z definicji: wpłaty tej dokonują samorządy, których osiagane dochody własne stanowią ponadprzeciętność w skali całego kraju. W przypadku gmin sytuacja jest nad wyraz jasna..., bowiem ich organy stanowiące mają narzędzie w postaci kształtowania stawek podatkowych w podatkach i opłatach lokalnych, mając możliwość rezygnacji lub nie z części swych dochodów (obniżenie stawek). W dużym uproszczeniu bardziej fortunnie usposobione mniejsze gminy uzyskując na przykład nadwyżkę dochodów podatkowych nad przeciętnymi w kraju rzędu 2 mln zł, zobligowane będą do zwrotu do budżetu państwa kwoty na przykład 380 tys.zł. Bilans zatem wychodzi z korzyścią dla tego typu samorządu. Wpłaty na zwiększenie subwencji ogólnej nie należy również łączyć z aktualną sytuacją finansową danej gminy, a tym bardziej poziomem zadłużenia, zobowiązaniami bieżącymi czy wielkością prowadzonych zadań inwestycyjnych. „Janosikowe” jest wypadkową osiąganych dochodów, natomiast dług stanowi źródło finansowania jej wydatków.

Nieco bardziej skomplikowana sytuacja panuje jednak w powiatach i województwach samorządowych, o ograniczonych możliwościach organów podatkowych, z dużym udziałem w ogólnej proporcji dochodów – transferów, w postaci przypadających im wpływach z PIT i CIT. Szczególnie dla dużych jednostek (w tym także metropolii miejskich) tak nakładana obowiązkowa opłata może być kłopotliwa i rzutująca na bieżącą płynność finansową.

Wydaje się, iż w przeciwieństwie do pojawiających się projektów likwidacji „janosikowego”, właściwszym byłaby nie tylko korekta logarytmu jego naliczania, ale również zmiana sposobu redystrybucji, poprzez obowiązek przeznaczenia środków finansowych na inwestycje w samorządzie, który taką subwencję w sposób zwrotny otrzymuje.

Tagi: janosikowe, dochody gmin, subwencja ogólna


2012-07-08 23:47
 Oceń wpis
   

Zaprawdę, nie pomnę o jaką to deregulację chodzi... Poza wszystkim proces ów jest nadzwyczaj pożądany w polskim systemie prawnym. Nazwana deregulacją likwidacja części koncesyjnej, czyli listy limitowanych zawodów, w odniesieniu do na przykład taksówkarzy czy dróżników może wątpliwości nie budzi, ale w stostunku do certyfikowanych księgowych i doradców podatkowych to i owszem tym bardziej, że i jak dotąd wykonywania tego zawodu na (znowu tak zwanej) umowie śmieciowej nikt przecież nie zabrania... Nie z tym jednak dzisiaj zamierzam polemizować, wracając ciągle do tego co stanie się niedługo sednem owego bloga, mianowicie hasła: „Treść a nie forma!”.

Rzecz w tym, że niejako równolegle do starań władzy wykonawczej, wprowadza ona dodatkowe przepisy powtórnie mnożące formalności, de facto nijak sprzyjające racjonalizacji w tej dziedzinie społecznej aktywności. Mowa o projekcie rozporządzenia (kolejnej jego zmiany) w sprawie sprawozdawczości budżetowej, w którym doprecyzowania dotyczące przekazywania szeregu sprawozdań wyłącznie w formie elektronicznej, czy też ich korekt uda się wytłumaczyć, jednakże zwiększenia ich częstotliwości – z trudem. Miesięczna sprawozdawczość budżetowa na poziomie samorządów dla Ministra Finansów, służyć może jedynie celom statystycznym (czytaj żadnym) i zarówno na poziomie małych gmin jak i w samym ministerstwie pociągnie za sobą wzrost zatrudnienia. Co innego miesięczne analizy lub wewnętrzna sprawozdawczość na potrzeby samych gmin, co do których żadna oficjalna sprawozdawczość z kolei nie jest potrzebna.
Któż zliczy ileż jeszcze takich przepisów w różnych dziedzinach wchodzi w życie dzień po dniu? Nie w takiej deregulacji rzecz.